“Tak.”
„Czy ona o mnie wiedziała?”
„Wiedziała, że przed wojną ktoś tam był. Nie znała twojego imienia.”
Kim ona była?
„Czy on ją kochał?”
Edward czekał zanim odpowiedział.
“Tak.”
Benjamin przeżył, ożenił się i trzymał za rękę inną kobietę, obiecując jej przyszłość.
Chciałem mieć do niej pretensje.
Zamiast tego wyobraziłem ją sobie obok rannego człowieka, który czuł się zagubiony.
„Czy ona żyje?”
„Umarła pięć lat temu”.
„Czy on ją kochał?”
“Przepraszam.”
„Była dobrą kobietą”.
„W takim razie jestem jej wdzięczny.”
Nie było łatwo wypowiedzieć te słowa.
Dlatego wiedziałem, że są uczciwi.
“Przepraszam.”
***
Pracownik spotkał się z nami przed pokojem Benjamina.
„Może cię nie rozpoznać, Isobel. Proszę, nie naciskaj na niego. Jeśli się zdenerwuje, będziemy musieli zakończyć wizytę”.
Skinąłem głową.
Gdy tylko przekroczyłem jego pokój, moja odwaga zniknęła.
Przez 62 lata Benjamin miał w moich myślach 18 lat – ciemne włosy, szerokie ramiona i ciepłe dłonie okrywające moje.
Za drzwiami znajdował się nieznajomy 80-latek.
„A co jeśli nic z nas nie zostanie?”
„On może cię nie rozpoznać, Isobel.”
Wyraz twarzy Edwarda złagodniał. „Nie musisz tam wchodzić”.
Wren wziął mnie za rękę.
“Wciąż będziesz wiedział, że przyszedłeś.”
„Nie. Nie przeszedłem tej drogi, żeby być odważnym na korytarzu.”
Benjamin siedział na wózku inwalidzkim przy oknie.
Potem się odwrócił.
Jego oczy nadal były niebieskie, a moje serce rozpoznało go, zanim reszta mojego ciała się dowiedziała.
“Nie musisz wchodzić.”
„Tato, ktoś przyszedł do ciebie.”
Benjamin przyglądał mi się uprzejmie.
“Czy jesteś jedną z pielęgniarek?”
Nadzieja we mnie pękła.
„Nie. Mam na imię Isobel.”
„Isobel” – powtórzył.
Nie było żadnego uznania.
„Mam na imię Isobel.”
Usiadłem obok niego i otworzyłem pudełko.
“To należało do ciebie.”
Przyjrzał się pierścieniowi.
“Ładny.”
Edward ruszył w moją stronę, ale podniosłam rękę.
Nie pozwoliłabym mu uratować mnie przed prawdą.
“Pamiętasz wierzbę?”
Benjamin zmarszczył brwi.
“Ładny.”
“Żółta sukienka?”
Jego palce zaczęły stukać w koc.
Pracownik pojawił się w drzwiach.
“To wystarczy na dziś.”
***
Na korytarzu oparłem się o ścianę.
Wren mocno mnie objęła.
“To wystarczy na dziś.”
„Och, ciociu Isobel” – mruknęła.
„Wrócił” – wyszeptałam – „ale ta część jego, która mnie znała , nie”.
Edward otarł oczy.
“Przepraszam.”
Czy mogę odwiedzić Cię ponownie?
Edward wpatrywał się we mnie.
“Nadal chcesz?”
Czy mogę odwiedzić Cię ponownie?
„Nie wiem, czego chcę. Ale nie jestem gotowy odejść”.
***
Wróciłem dwa dni później i wróciłem jeszcze dwa razy w następnym tygodniu.
Przestałam pokazywać mu pierścionek i prosić, żeby pamiętał.
Zamiast tego czytałem obok niego.
Czasami słuchał, a czasami spał.
Pewnego razu zwrócił się do mnie imieniem swojej zmarłej żony.
“Nie jestem gotowy, żeby odejść.”
Błąd bolał, ale go nie poprawiałem.
Wyglądał na zawstydzonego.
„Ciągle tracę ludzi” – powiedział. „W głowie i naprawdę”.
„W takim razie przedstawię się dalej.”
***
Pewnego popołudnia przerwał mi czytanie.
“Ten facet za dużo gada.”
„Ciągle tracę ludzi”.
Zamknąłem książkę.
“Raz rozmawialiście całą noc.”
“Naprawdę?”
„Pod wierzbą, Benjaminie.”
„Więc pewnie próbowałem zaimponować dziewczynie”.
“Byłeś.”
“Czy to zadziałało?”
„Przez ponad 60 lat”.
“Raz rozmawialiście całą noc.”
Uśmiechnął się.
***
Później Edward poszedł za mną na korytarz.
„To cię boli, Isobel. Widzę to.”
“Tak.”
„Może powinnaś rzadziej nas odwiedzać”.
Stanąłem przed nim twarzą w twarz.
„Przyprowadziłeś mnie tu. Teraz chcesz, żebym zniknął?”
„To cię boli, Isobel.”
“Nie chcę, żeby cię zniszczono za każdym razem, gdy on zapomni.”
„To nie twoja decyzja, kochanie.”
Jego twarz się napięła.
„Moja matka odeszła. Mój ojciec umiera. Nie mogę dźwigać też twojego żalu”.
Edward wyglądał na zawstydzonego i zrozumiałam. Nie odrzucał mnie. Bał się stracić kolejną osobę.
„Nie proszę cię, żebyś mnie nosił” – powiedziałem. „Noszę siebie od 80 lat”.
„Nie mogę dźwigać również twojego żalu”.
„Chcę go tylko chronić”.
„I chcę go kochać”.