Mój klucz nie chciał się przekręcić. Nie chodziło o to, że miałem zły klucz, ale ktoś wymienił cały cylinder zamka w drzwiach wejściowych.
Stałem nieruchomo przed wejściem, z szumem fal za plecami i lodowatym uczuciem w piersi. Zapukałem trzy razy, bardzo głośno.
Mindy, siostra Tiffany, otworzyła drzwi z rozczochranymi włosami i kubkiem kawy w dłoni. „Och, pani Sterling” – powiedziała, traktując mnie jak niechcianego adwokata. „Zapomniała pani o czymś?”
„Tak, zapomniałam kilku rzeczy, w tym ubrań, dokumentów i rzeczy osobistych” – odpowiedziałam stanowczo. Mindy zawahała się i zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, zanim zamknęła mi drzwi przed nosem, żeby pójść i zapytać Tiffany o pozwolenie.
Pięć minut później pojawiła się Tiffany w moim ulubionym szlafroku, z włosami wciąż mokrymi po prysznicu. „Co się stało?” – zapytała, udając zaniepokojenie.
„Muszę wynieść swoje rzeczy z domu” – powiedziałem jej. „Teraz panuje tu bałagan, bo rozmontowaliśmy pokoje i przestawiliśmy meble, więc może lepiej będzie, jeśli wrócisz w przyszłym tygodniu” – zasugerowała.
„Nie, idę dzisiaj” – nalegałem. Pozwoliła mi przejść, ale zrobiła to z postawą kogoś, kto wyświadcza mi ogromną przysługę.
Poszłam prosto do głównej sypialni, gdzie łóżko było niepościelone, a kosmetyki innych osób walały się po mojej komodzie. Poczułam ukłucie obrzydzenia, ale ruszyłam dalej w stronę szafy.
Za starymi zimowymi płaszczami znajdował się ukryty panel, który Winston pomógł mi zamontować lata temu. Nacisnąłem dokładnie w tym miejscu i sekretna skrytka otworzyła się.
W środku znajdowało się ognioodporne pudełko, w którym trzymałem oryginalny akt własności, pokwitowania podatku od nieruchomości i wszystkie płatności dokonane na moje nazwisko. Wyjąłem teczkę i zacząłem przeglądać dokumenty, aż zobaczyłem dokument, który zamarł mi w piersi.
To była cesja praw. Używając sfałszowanego mojego nazwiska i podpisu, przeniosła pięćdziesiąt procent własności na Petera i Tiffany.
Data na papierze była sprzed sześciu miesięcy. Ręce mi zdrętwiały, bo nigdy czegoś takiego nie podpisywałem ani nie autoryzowałem żadnego przelewu.
Zrobiłem wyraźne zdjęcia telefonem i schowałem prawdziwe dokumenty do torby. Fałszywy dokument zostawiłem dokładnie tam, gdzie go znalazłem, żeby nie wiedzieli, że wiem.
Kiedy wracałam na dół, Tiffany czekała na mnie ze skrzyżowanymi ramionami. „Skończyłaś już?” – zapytała.
„Tak, i dziękuję za wpuszczenie mnie” – powiedziałam spokojnie. „Zmieniliśmy zamki ze względów bezpieczeństwa ze względu na dzieci, bo nie chcieliśmy, żeby ktokolwiek wchodził” – dodała.
Wziąłem głęboki oddech. „To bardzo odpowiedzialne z twojej strony” – odpowiedziałem, zanim wyszedłem.
Wróciłem do motelu i natychmiast zadzwoniłem do mojego prawnika, Simona Vance’a, który zajmował się pierwotnym zakupem domu. Wysłałem mu wszystkie zdjęcia, a dwie godziny później oddzwonił do mnie w bardzo ponurym tonie.
„Rosalind, ten podpis w ogóle nie pasuje do twojego” – powiedział Simon. „Co gorsza, dokument został złożony w Rejestrze kilka miesięcy temu i obecnie jest w trakcie weryfikacji”.
„Czy to oznacza, że to oszustwo?” – zapytałem. „Tak, to fałszerstwo i próba kradzieży twojej własności” – potwierdził.
Rozłączyłem się i natychmiast zadzwoniłem do mojego syna, Petera. Odebrał po trzecim sygnale i brzmiał na bardzo rozkojarzonego.
„Mamo? Wszystko w porządku?” zapytał. „Jestem w Newport w hotelu, bo twoja żona wyrzuciła mnie z domu, a do tego znalazłem dokument, w którym rzekomo oddałem ci połowę mojego majątku” – powiedziałem.
Zapadła cisza tak długa, że pomyślałem, iż połączenie zostało przerwane. „Co mówisz?” – wyszeptał w końcu.
„Wyślę ci zdjęcie i chcę, żebyś mi powiedział, czy ten podpis rzeczywiście należy do ciebie” – powiedziałem. Trzydzieści sekund po tym, jak wysłałem zdjęcie, oddzwonił do mnie z absolutnym zdruzgotanie.
Część 3