Wargi Claire zadrżały.
„Uwierzyłam mu, bo chciałam.”
To była najszczersza rzecz jaką Emily usłyszała tego wieczoru.
„Zapłaciłeś tym ludziom?”
Claire zamknęła oczy.
„Zapłaciłam Masonowi, żeby zdobył od ciebie dokumenty Davida. Powiedział mi, że może cię nastraszyć. Myślałam…” Otworzyła oczy, czując do siebie obrzydzenie. „Myślałam, że go szantażujesz.”
Emily spojrzała na swoje posiniaczone odbicie w pobliskiej szafce. „Czy wyglądam na szantażystkę?”
“NIE.”
„To mnie rozwiąż.”
Claire zawahała się.
Emily pochyliła się do przodu tak daleko, jak pozwalały na to więzy.
„Mój syn ma sześć lat. Dziś wieczorem z trudem oddychał, bo David uznał, że ważniejsze jest utrzymanie pieniędzy niż utrzymanie go przy życiu. Chcesz przebaczenia? Dobrze. Zacznij od nożyczek.”
Claire natychmiast zareagowała.
Jej palce drżały, ale małym ostrzem z torebki przecięła więzy. Krew boleśnie napłynęła do dłoni Emily.
Emily wstała zbyt szybko i omal nie upadła.
Claire ją złapała.
Przez jedną dziwną chwilę żona i kochanka stały obok siebie w opuszczonej klinice, obie będące ofiarami tego samego uśmiechniętego kłamcy.
Następnie światła reflektorów oświetliły rozbite okna.
Twarz Claire zbladła.
„To nie jest Marcus” – szepnęła.
Zszokowany mężczyzna wpadł z powrotem przez drzwi.
„Musimy się ruszyć.”
Claire ponownie podniosła broń.
On się zaśmiał.
„Zamierzasz mnie zastrzelić?”
Emily zobaczyła, że jego ręka powędrowała w stronę płaszcza.
Ona nie myślała.
Chwyciła metalową tacę ze stołu zabiegowego i zamachnęła się nią z całych sił, jakie pozostały jej po macierzyństwie.
Taca uderzyła go w twarz z odrażającym trzaskiem.
Zatoczył się.
Claire krzyknęła i strzeliła.
Kula roztrzaskała zlew za nim.
Rzucił się do przodu.
Emily złapała Claire za nadgarstek i pobiegła.
Wypadli bocznym wyjściem w zaułek, w którym unosił się zapach deszczu i śmieci. Za nimi mężczyzna zaklął. Przed nimi drogę blokowało ogrodzenie.
Claire miała na sobie obcasy.
Emily miała zawroty głowy.
Żaden się nie zatrzymał.
„Wspinaj się!” krzyknęła Emily.
„Nie mogę!”
“Możesz.”
Claire wspięła się.
Źle.
Emily popchnęła ją w górę, po czym pobiegła za nią, gdy drzwi kliniki otworzyły się za nimi z hukiem.
Zranionym mężczyzną wszedł do alejki.
Emily przeskoczyła przez płot i upadła twardo na kolana. Claire upadła obok niej z szlochem.
Mężczyzna zaczął się za nimi wspinać.
Wtedy jasne światła reflektorów zalały alejkę.
Czarny Mercedes zatrzymał się na samym końcu.
Marcus wyszedł.
On nie biegł.
Szedł.
Powoli.
Jakby burza włożyła czarny płaszcz i przyszła na polowanie.
Zranionym mężczyzną zamarł na szczycie płotu.
Marcus spojrzał na niego.
„Dotknąłeś jej” – powiedział.
Mężczyzna natychmiast cofnął się do alejki i pobiegł w przeciwnym kierunku.
Nico wyłonił się z ciemności za nim.
Walka trwała osiem sekund.
Może mniej.
Emily odwróciła wzrok zanim zdążyła dokończyć opowieść.
Marcus dobiegł do niej i zatrzymał się tuż przed nią, jakby myślał, że jeden krok za blisko może sprawić, że ona zniknie.
„Oliver?” – wykrztusiła.
„Bezpieczny. Oddychający. Czekam na ciebie.”
Jej kolana odmówiły posłuszeństwa.
Tym razem, gdy Marcus ją złapał, nie odsunęła się.
Na sekundę pozwoliła sobie opaść na klatkę piersiową najbardziej przerażającego człowieka w Chicago.
I trzymał ją jak kogoś świętego.
Wtedy Claire wyszeptała: „Pomogłam to spowodować”.
Marcus spojrzał na nią.
Podniosła brodę przez łzy.
„Mogę udowodnić wszystko”.
CZĘŚĆ 5 — MĄŻ, KTÓRY ZBUDOWAŁ DOM KŁAMSTW
David Carter przez całe życie wierzył, że pieniądze mogą zamienić prawdę w szum medialny.
O wschodzie słońca odkrył, że prawda może być bolesna.
Trzymałem go w prywatnym biurze pod hotelem Veyron, takim, jakiego dyrektorzy używali na spotkania, o których później udawali, że nigdy się nie odbyły. Siedział przywiązany do krzesła, w pogniecionym drogim garniturze, z włosami opadającymi na czoło.
Nie było na nim ani kropli krwi.
Jeszcze nie.
Chciałem, żeby myślał jasno.
Emily nalegała, żeby tam być.
Lekarz zbadał już Olivera na górze. Był w stabilnym stanie, spał w czystym łóżku z tlenem w pobliżu, a jego pluszowy lis był schowany pod pachą. Emily stała nad nim przez prawie całą minutę, całując go w czoło, zanim odwróciła się do mnie i powiedziała: „Teraz”.
Powiedziałem jej, że nie musi tego robić.
Odpowiedziała: „Wiem. Dlatego jadę”.
Więc stała obok mnie w biurze w piwnicy, z posiniaczonym jednym policzkiem, zmęczonymi oczami i idealnie prostym kręgosłupem.
Claire stała po drugiej stronie pokoju, obejmując się ramionami. Wyglądała jak kobieta obserwująca, jak piękna fantazja, którą stworzyła, gnije od środka.
Nico oparł się o drzwi.
W chwili, gdy Dawid zobaczył Emily, postanowił ponownie spróbować zostać jej mężem.
„Em” – wyszeptał. „Dzięki Bogu”.
Ona się nie ruszyła.
„Byłem przerażony” – powiedział. „Kiedy usłyszałem, co się stało…”
Emily uśmiechnęła się lekko.
To było gorsze niż łzy.
„Zatrudniłeś ludzi, którzy mnie zabrali.”
“NIE.”
„Pozwoliłeś Oliverowi żyć w truciźnie.”
“NIE.”
„Ubezpieczyłeś go.”
„To było dla ochrony.”
„Widziałeś, jak sprzedałam swój telefon w zamian za jego inhalator.”
Otworzył usta.
Nie padły żadne słowa.
Ponieważ nie wiedział o tej części.
To był jedyny akt okrucieństwa, którego nigdy osobiście nie był świadkiem.
Podszedłem i położyłem pękniętego iPhone’a na stole przed nim.
„Dostała za to sto osiemdziesiąt dolarów” – powiedziałem. „Recepta kosztowała trzysta czterdzieści dwa”.
Dawid wpatrywał się w telefon.
Po raz pierwszy na jego twarzy pojawił się grymas wstydu.
Malutki.
Słaby.
Bezwartościowy.
Głos Emily złagodniał.
„Dzwoniłem do ciebie wczoraj siedemnaście razy.”
„Byłem zajęty.”
„Nasz syn nie mógł oddychać”.
„Nie wiedziałem, że to aż tak poważne”.
„Nigdy nie uważałeś, że coś jest poważne, dopóki cię to nie kosztowało.”
Claire wydała dźwięk, który był niemal szlochem.
Dawid rzucił jej ostre spojrzenie.
„Claire, nie słuchaj tego. Ona przekręca fakty”.
Claire wyszła na światło, niosąc teczkę.
Teczka Emily.
Tylko teraz było grubsze.
„Mój prawnik ma kopie” – powiedziała Claire. Jej głos drżał, ale słowa pozostały pewne. „E-maile. Zapisy płatności. Raporty kontrahentów. Dokumenty polisy. SMS-y, w których kazałeś Rourke’owi „naciskać na Emily, aż się załamie”.
Dawid zamarł.
Emily zamknęła oczy.
To zdanie zabrzmiało inaczej niż wszystkie pozostałe.
Dopóki się nie złamie.
Dopóki ona nie odejdzie.
Dopóki nie zapłaci.
Dopóki się nie złamie.
Dawid spojrzał na mnie.
„Czego chcesz?”
Uśmiechnąłem się.
I tak to się stało.
Język, który naprawdę rozumiał.
“Wszystko.”
Jego oczy się zwęziły.
„Nie możesz po prostu wziąć wszystkiego”.
„Nie” – powiedziałem. „Ale może”.
Emily spojrzała na mnie.
Położyłem stos dokumentów na stole.
„Nakaz sądowy w trybie pilnym. Wniosek o zamrożenie aktywów. Projekt pozwu karnego. Pozew cywilny. Roszczenie o zaniedbanie medyczne. Raport o oszustwie ubezpieczeniowym”.
Dawid się roześmiał.
Dźwięk był słaby i brzydki.
„Myślisz, że papierkowa robota mnie przeraża?”
„Nie”. Przysunąłem się bliżej. „Więzienie tak”.
Przełknął ślinę.
Emily zrobiła krok naprzód.
„Podpiszesz mi tymczasową, pełną opiekę. Podpiszesz zgodę na leczenie Olivera. Przekażesz budynek Callaway do funduszu powierniczego dla lokatorów, których otrułeś. I przyznasz się do wystarczająco dużo, żeby móc być użytecznym”.
Dawid patrzył na nią, jakby widział ją po raz pierwszy.
Nie jego wyczerpana żona.
Nie ta kobieta, którą okłamał.
Świadek.
Ocalały.
Zagrożenie.
„Nie masz do tego żołądka” – powiedział.
Emily podniosła pęknięty iPhone’a i trzymała go między sobą.
„Sprzedałem ostatnią rzecz, jaką posiadałem, żeby nasz syn mógł oddychać, podczas gdy ty piłeś z inną kobietą w prywatnym klubie”.
Jej głos nigdy się nie podniósł.
To sprawiło, że zrobiło się zimniej.
„Nie mów mi, do czego mam żołądek.”
Na moment strach niemal ogarnął Dawida.
Potem coś się zmieniło.
Powolny, trujący spokój rozlał się na jego twarzy.
„Myślisz, że wygrałeś, bo znalazłeś oczywiste rzeczy.”
To mi się nie podobało.
Nico też nie.
Dawid zwrócił na mnie swoją uwagę.
„Zwłaszcza ty. Marcus Vale. Zawsze jestem pewien, że jesteś najniebezpieczniejszym mężczyzną w pokoju”.
Oparłem się.
„Zwykle trafne.”
Dawid się uśmiechnął.
„Nie dziś wieczorem.”
Drzwi biura się otworzyły.
Jeden z moich ludzi wszedł do środka, a na jego twarzy malowało się napięcie.
„Szefie. Mamy problem.”
Ani na chwilę nie spuszczałem wzroku z Davida.
„Jaki problem?”
„Policja jest na górze.”
Nico natychmiast się wyprostował.
„Kto do nich zadzwonił?”
Mężczyzna spojrzał w stronę Dawida.
Uśmiech Dawida stał się szerszy.
„Federalna grupa zadaniowa też” – powiedział. „Zastanawiałem się, kiedy przybędą”.
Emily zesztywniała.
Poczułem, że pułapka się zamyka.
Dawid nigdy nie miał zamiaru mnie pobić siłą.
Planował mnie ujawnić.
Z lokalną policją dało się sobie poradzić. Większość detektywów znała moje imię i wolała nie wymawiać go zbyt głośno.
Agenci federalni byli inni.
Zwłaszcza jeśli ktoś podał im odpowiednią historię.
Porwanie.
Przymus.
Przestępczość zorganizowana.
Biznesmen przywiązany do krzesła pod moim hotelem.
David zwrócił się w stronę Emily z udawaną sympatią.
„Obawiam się, że pan Vale postawił panią w bardzo trudnej sytuacji. Przerażona matka zmanipulowana przez przestępcę. W sądzie będzie tragicznie”.
Twarz Emily straciła kolor.
Następnie spojrzał na Claire.
„A ty. Biedna Claire. Histeryczna. Zazdrosna. Wprowadzona w błąd.”
Claire szepnęła: „Ty potworze”.
Dawid wzruszył ramionami.
„Wolę przetrwać.”
Gdzieś na górze rozległo się mocne pukanie, dalekie, ale donośne.
Nico ruszył w moją stronę.
„Musimy iść.”
Spojrzałem na Emily.
Jej wzrok cały czas był utkwiony w Davidzie.
Potem zrobiła coś, czego nikt z nas się nie spodziewał.
Ona się zaśmiała.
Delikatnie.
Nie zepsute.
Nie histeryczne.
Prawie zdumiony.
Dawid zmarszczył brwi.
Emily sięgnęła do kieszeni i wyjęła pękniętego iPhone’a.
Wyraz twarzy Dawida uległ zmianie.
Stuknęła w ekran.
Na górze świecił mały czerwony pasek.
Nagranie.
„Zaczęłam nagrywać, gdy weszłam do tego pokoju” – powiedziała.
Uśmiech Dawida zniknął.
Emily obróciła ekran w jego stronę.
Czterdzieści trzy minuty.
Każde kłamstwo.
Każde przyjęcie.
Każde zagrożenie.
Nagrany.
Claire zasłoniła usta.
Nico uśmiechnął się, jakby Boże Narodzenie przybyło z bronią w ręku.
Dawid szepnął: „To nie utrzyma się”.
Emily przechyliła głowę.
„Może nie sam.”
Spojrzała na mnie.
Zrozumiałem natychmiast.
Zadzwoniłem do szefa ochrony hotelu.
„Przyprowadźcie lekarza Olivera na dół. Przyprowadźcie farmaceutę z Dziewiątej Ulicy, jeśli już przyjechał. Przyprowadźcie Rourke’a.”
Dawid wyglądał na zdezorientowanego.
Potem przestraszony.
Ponieważ prawda nie miała ani jednego świadka.
Przyciągnęło publiczność.
Kiedy pięć minut później agenci federalni weszli do środka, zastali Emily Carter stojącą spokojnie przy stole pokrytym dokumentami, których nagranie zostało już skopiowane na trzy telefony i wysłane do prawnika, z którym Claire skontaktowała się przed świtem.
Znaleźli również Davida Cartera nie związanego.
Bo chwilę wcześniej przeciąłem opaski zaciskowe.
Siedział i pocierał nadgarstki, blady ze złości.
Agent o nazwisku Ramirez spojrzał na mnie i na Davida.
„Panie Vale.”
“Agent.”
„Ciekawy poranek.”
„W Chicago obowiązują dziwne godziny pracy.”
Dawid zerwał się na równe nogi.
„Ten człowiek mnie porwał.”
Ramirez spojrzał na Emily.
Emily uniosła posiniaczoną twarz i powiedziała: „Mój mąż zorganizował porwanie mnie i mojego syna, ukrył zagrożenia środowiskowe, które pogorszyły stan zdrowia naszego dziecka, i otworzył fałszywą polisę ubezpieczeniową, w której podał się za beneficjenta”.
Dawid wskazał na mnie.
„Ona kłamie, bo on jej tak kazał.”
Emily nacisnęła przycisk „play”.
Głos Davida wypełnił pomieszczenie.
„Myślisz, że wygrałeś, bo znalazłeś oczywiste rzeczy.”
Następnie kolejne nagranie.
„Federalna grupa zadaniowa też. Zastanawiałem się, kiedy przybędą”.
A potem najgorsze.
„Emily zawsze potrzebowała ratunku. To był jej problem”.
Wyraz twarzy Ramireza natychmiast stwardniał.
Usta Dawida poruszyły się.
Nie znaleziono niczego przydatnego.
Po raz pierwszy od bardzo dawna jego pieniądze nie mówiły wystarczająco szybko.
CZĘŚĆ 6 — CENA ODDYCHANIA
Sprawiedliwość nie spadła jak grom z jasnego nieba. Przyszła poprzez dokumenty, syreny, wyczerpanych świadków i małego chłopca pytającego, czy może zjeść naleśniki.
Około południa David Carter został aresztowany.
Nie na wszystko.
Jeszcze nie.
Mężczyźni tacy jak on chowali się pod wieloma warstwami, a ich odrywanie zajmowało czas.
Ale nie był już nietykalny.
To miało znaczenie.
Oliver obudził się o jedenastej z rumieńcem na policzkach i chciał wiedzieć, czy hotel serwuje gofry. Potem Emily płakała w łazience, cicho, zakrywając usta dłonią.
Stałam za drzwiami i udawałam, że nie słyszę.
Czasami życzliwość polega po prostu na zapewnieniu komuś prywatności.
Gdy wyszła, jej oczy były czerwone, ale spokojne.
„Nie patrz tak na mnie” – powiedziała.
„Co takiego?”
„Jakbym był ze szkła.”
„Nie jesteś.”
“NIE.”
Otarła policzki grzbietem dłoni. „Jestem zrobiona z niezapłaconych rachunków i wściekłości”.
„To jest silniejsze.”
Zmęczony uśmiech ledwo musnął jej usta.
Oliver jadł gofry, ubrany w szlafrok, który był na niego o wiele za duży, kopiąc nogami pod stołem, podczas gdy Nico pokazywał mu, jak zbudować wieżę z torebek cukru.
Emily patrzyła na nich z wyrazem rozbawienia i przerażenia na twarzy.
„Czy on zawsze wygląda, jakby planował napad na bank?” – zapytała.
„Nico?”
“Tak.”
„Zwykle tak jest.”
Zamrugała.
Powiedziałem: „To był żart”.
„Naprawdę?”
“Głównie.”
Oliver podniósł wzrok. „Panie Marcus, czy ma pan dzieci?”
Powietrze w pomieszczeniu uległo zmianie.
Wzrok Emily powędrował w moją stronę.
Nico nagle zaczął się bardzo interesować torebkami cukru.
„Nie” – powiedziałem.
“Dlaczego?”
Bo mężczyźni tacy jak ja nie budowali pokoi dla niemowląt.
Ponieważ ręce splamione krwią boją się dotykać czegoś niewinnego.
Ponieważ kiedyś, dawno temu, kochałem kobietę, która odeszła, gdy poznała prawdę o moim świecie, i dobrze zrobiła, że odeszła.
„Nigdy się to nie zdarzyło” – powiedziałem.
Oliver się nad tym zastanowił. „Powinieneś sobie taki kupić. Dzieciaki są fajne”.
Emily zakrztusiła się kawą.
Nico kaszlnął w pięść.
Spojrzałem na Olivera. „Wezmę pod uwagę twoją rekomendację”.
Skinął poważnie głową. „Dobrze.”
Przez chwilę pokój wydawał się niemal zwyczajny.
Potem przybyła Claire.
Wyglądała inaczej bez diamentów. Miała rozpuszczone włosy. Twarz nagą. Oczy opuchnięte. W obu rękach trzymała kartonowe pudełko.
Emily natychmiast wstała.
Powietrze stało się gęstsze.
Claire zatrzymała się tuż przy drzwiach. „Mogę to zostawić w recepcji”.
Emily spojrzała na pudełko. „Co to jest?”
„Wszystko, co należy do ciebie z domu w Lake Forest.”
Wyraz twarzy Emily stężał. „Nic tam nie należy do mnie”.
Claire spuściła wzrok.
„Niektóre rzeczy tak.”
Otworzyła pudełko.
W środku znajdowały się rzeczy, które Dawid ukrył lub odrzucił.
Kocyk dziecięcy.
Srebrna grzechotka z wygrawerowaną datą urodzenia Olivera.
List Emily o przyjęciu do szkoły pielęgniarskiej, złożony i pożółkły ze starości.
Stos kartek urodzinowych, które nigdy nie zostały wysłane.
A na samym dole mały aksamitny woreczek.
Emily powoli go podniosła.
W środku była jej obrączka ślubna.
Spojrzała na niego.
„Myślałem, że to zgubiłem.”
Głos Claire się załamał. „Powiedział, że rzuciłaś nim w niego podczas załamania nerwowego”.
Palce Emily zacisnęły się na pierścionku.
„Nie” – wyszeptała. „Zdjęłam go, kiedy spuchły mi dłonie w ciąży. Powiedział, że schował go w bezpiecznym miejscu”.
Claire wyglądała na tak zawstydzoną, że chciała zniknąć.
“Przepraszam.”
Emily nie odpowiedziała od razu.
Potem powiedziała: „Przepraszam, to nie rozwiąże problemu”.
“Ja wiem.”
„Ale prawda pomaga.”
Claire skinęła głową.
„To nie wszystko” – powiedziała. „David ma konta offshore. Cichy wspólnik pomógł mu przelać pieniądze. Nie znam nazwiska, ale znalazłam referencje. Tylko inicjały”.
Podała mi wydruk.
Przeskanowałem stronę.
Obok przelewów ciągle pojawiały się trzy litery.
MV
Nico spojrzał mi przez ramię i zamarł.
Emily zobaczyła nasze twarze.
“Co?”
Przeczytałem stronę jeszcze raz.
MV
Moje inicjały.
„David wysyłał pieniądze komuś, kto używał moich inicjałów” – powiedziałem.
Claire pokręciła głową. „Nie używam. Konta prowadzą do spółki holdingowej powiązanej z twoją organizacją”.
Cisza wypełniła pokój i pochłonęła wszystko.
Emily odsunęła się ode mnie o krok.
Niedaleko.
Ale dość.
To właśnie jest problem z tym, że ktoś się nas boi.
Podejrzenia nigdy nie musiały pokonywać długiej drogi, żeby do ciebie dotrzeć.
„Emily” – powiedziałem.
„Czy wiesz?”
“NIE.”
Chciała mi wierzyć.
To widziałem.
Co tylko pogorszyło sprawę.
Głos Nico ściszył się. „Szefie, musimy porozmawiać z Antonem”.
Anton Greaves zarządzał moimi rachunkami. Pralnie, bary, parkingi, gotówka przepływała przez miejsca, które wyglądały na czyste, gdy tylko ich dotknął.
Pracował ze mną przez dwanaście lat.
Wystarczająco długo, aby dowiedzieć się, gdzie pochowano ciała.
Wystarczająco długo, by samemu pochować kilku.
Zadzwoniłem do niego.
Brak odpowiedzi.
Nico zadzwonił do swojego biura.
Brak odpowiedzi.
Potem zadzwonił mój prywatny telefon.
Zablokowany numer.
Odpowiedziałem.
Usłyszałem znajomy głos westchnący mi do ucha.
„Marcus. Zastanawiałem się, ile to potrwa.”
Antoni.
Zacisnąłem mocniej uścisk.
„Umieściłeś moje nazwisko obok pieniędzy Davida Cartera.”
„Blisko?” Zachichotał. „Zbudowałem most i pozwoliłem mu przejść.”
“Dlaczego?”
„Bo zmiękłeś.”
Spojrzałem przez szybę na Emily trzymającą grzechotkę swojego syna, jakby ta mogła jej przeciąć dłoń.
Anton kontynuował. „Widziałem, jak kupujesz budynki dla wdów, płacisz rachunki szpitalne za obcych, umarzasz długi, które powinny zostać odzyskane. Ludzie szepczą, Marcus. Mówią, że wilk z Chicago zaczął karmić jagnięta”.
„Powinieneś był szeptać głośniej.”
„Skończyłem szeptać.”
Nico zapytał bezgłośnie: Trace?
Skinąłem głową.
Anton się roześmiał. „Nie zawracaj sobie głowy szukaniem. Już mnie nie ma”.
„Czego chcesz?”
„Czego pragną wszyscy lojalni mężczyźni, gdy lojalność się kończy. Tronu.”
Połączenie zostało przerwane.
Chwilę później mój telefon zawibrował, sygnalizując nagranie wideo.
Otworzyłem.
Magazyn, który znałem.
Mój magazyn.
Moja operacja gotówkowa.
Agenci federalni wkroczyli do akcji z nakazami.
Nico przeklął.
Przyszła kolejna wiadomość.
Tym razem bez wideo.
Tylko tekst.
CHRONIŁEŚ MATKĘ. TERAZ ZOBACZ, CO SIĘ DZIEJE Z TWOIM DOMEM.
Emily przeczytała mi to przez ramię.
Jej twarz straciła kolor.
„To przez nas.”
„Nie” – powiedziałem. „To dlatego, że szczur znalazł wymówkę”.
Pokręciła głową. „Marcus—”
W hotelu zaczął wyć alarm przeciwpożarowy.
Oliver zakrył uszy dłońmi.
Nico wyciągnął pistolet.
Daleko w dole, przez okno, do każdego wejścia podjeżdżały czarne SUV-y.
Nie policja.
Zbyt schludne.
Zbyt skoordynowane.
Anton nie tylko skierował federalną gorliwość w stronę mojej firmy.
Przyjechał do hotelu.
Dla Emily.
Dla Olivera.
Dla mnie.
Spojrzałem na Nico.
„Wyciągnij ich.”
Emily złapała Olivera.
“Gdzie?”
Spojrzałem za szybę na miasto.
Po raz pierwszy od lat wszystkie moje najbezpieczniejsze miejsca stanęły w płomieniach.
Wybrałem więc miejsce, którego nikt by się nie spodziewał.
„Kościół” – powiedziałem.