Zamknąłem oczy.
Przez siedemnaście lat każda rozmowa kończyła się w ten sposób.
Jak to wyglądało z jego strony.
Jak to na niego wpłynęło.
Jak to on był tą osobą, która nosiła nazwisko rodzinne po śmierci naszych rodziców.
“Idę z nim.”
Przez siedemnaście lat każda rozmowa kończyła się w ten sposób.
Nastała tak głucha cisza, że aż się wzdrygnąłem.
„Jeśli pójdziesz z nim na bal maturalny, pożałujesz. Obiecuję ci to.”
Linia się urwała.
Chloe patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami. „Eliza, proszę. Po prostu odwołaj. On uprzykrzy ci życie na miesiące”.
„Już to zrobił” – szepnąłem.
„Jeśli pójdziesz z nim na bal maturalny, będziesz tego żałować”.
W piątek po południu Marcus zabrał mi kluczyki do samochodu.
Zamroził także moją kartę debetową.
I powiedział gospodyni, że nie wolno mi przyjmować gości.
Siedziałam na podłodze w sypialni w sukience balowej, a mój tusz do rzęs był już rozmazany od płaczu.
Wtedy ktoś cicho zapukał do mojego okna.
To był Theo, stojący w ogrodzie w swoim za dużym garniturze i trzymający w ręku pojedynczą białą różę.
„Pomyślałem, że możesz potrzebować podwózki” – wyszeptał przez szybę. „Mój kuzyn pożyczył mi swój samochód. To nic wielkiego”.
Wtedy ktoś cicho zapukał do mojego okna.
Zaśmiałam się przez łzy i wyskoczyłam przez okno.
„Skąd wiedziałeś?”
„Chloe powiedziała mi, że zabrał ci kluczyki. Poczuła się źle.”
Theo prowadził samochód, trzymając kierownicę obiema rękami, jakby ta miała od niego odlecieć.
Przez całą drogę mój telefon wibrował w mojej torebce.
Nie patrzyłem.
Nie mogłem.
Mój telefon zawibrował w mojej torebce.
„Wszystko w porządku?” zapytał cicho.
“Nie wiem, kim jestem.”
„Nie musisz nic dziś robić. Możemy po prostu zatańczyć. Albo się odwrócić. Jak chcesz”.
Spojrzałem na niego. „Dlaczego jesteś dla mnie taki miły, Theo?”
Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w drogę.
„Możemy po prostu tańczyć.”
„Bo byłeś dla mnie dobry, kiedy nic z tego nie miałeś. To jest ważniejsze, niż ludzie myślą”.
Gdy weszliśmy na siłownię, natychmiast zaczęły się szepty.
Pojawiły się telefony.
Ktoś roześmiał się tak głośno, że jego śmiech rozniósł się echem po trybunach.
Poczułem, jak moje policzki płoną.
Prawie się odwróciłem.
Szepty zaczęły się natychmiast.
Ale Theo wyciągnął drżącą rękę.
“Jeden taniec. Potem wyjdziemy, jeśli chcesz.”
Wziąłem to.
Muzyka była wolna.
Dłonie Theo spoczęły na mojej talii, jakby bał się, że mnie złamie.
„Ćwiczyłem to miesiąc” – wyszeptał mi do ucha. „Nie chciałem nadepnąć na twoją sukienkę”.
“Jeden taniec. Potem wyjdziemy, jeśli chcesz.”
Coś w mojej piersi pękło na oścież.
„Theo, nie musisz się denerwować. To tylko ja.”
„Nigdy nie byłaś sama, Elizo. Nie było tak od siódmej klasy.”
Telefon w mojej dłoni znów zawibrował.
Poza tym.
Wyciągnąłem go na tyle, żeby móc spojrzeć w dół.
„Theo, nie musisz się denerwować. To tylko ja.”
Siedemnaście wiadomości od Marcusa.
Ostatni głosił: Przyjdę po ciebie. Nie masz pojęcia, co zrobiłeś.
Próbowałam stłumić panikę, ale Theo musiał ją dostrzec na mojej twarzy.
„On nadchodzi, prawda?”
Skinąłem głową, nie mogąc wydobyć głosu.
„W takim razie muszę to zrobić teraz” – mruknął. „Zanim tu dotrze. Eliza, jest coś, co musisz zobaczyć”.
Przyjdę po ciebie. Nie masz pojęcia, co zrobiłeś.
Przełknął ślinę, ścisnął moją dłoń i ruszył w stronę sceny.
Stałam jak sparaliżowana na parkiecie, otoczona błyszczącymi sukienkami i smokingami.
Chloe pojawiła się obok mnie, szeroko otwierając oczy.
„Eliza, co on robi? Ludzie wciąż filmują”.
„Nie wiem” – mruknąłem.
Theo wspiął się po trzech małych schodkach i stuknął w mikrofon.
Podszedł w kierunku sceny.
Sprzężenie zwrotne było tak głośne, że wszystkie rozmowy na siłowni ucichły w jednej chwili.
Dwieście twarzy zwróciło się w jego stronę.
Poczułem, jak moje policzki płoną.
„Przepraszam” – powiedział Theo. „Nie będę długo.”
Chłopiec siedzący obok stołu z ponczem zachichotał.
Ktoś inny jęknął.
Ale Theo na nich nie patrzył.
Patrzył na mnie.
Wszystkie rozmowy na siłowni ucichły w jednej chwili.
„Eliza, powiedziałaś mi „tak” w poniedziałek, kiedy nikt inny by tego nie zrobił. Myślisz, że mnie uratowałaś, zgadzając się zatańczyć ze mną dziś wieczorem”.
Głos mu się załamał, ale kontynuował.
„Ale tak naprawdę, ja też cię ratuję. Przed twoim bratem. Proszę. Zajrzyj do środka.”
Zszedł ze sceny i szedł prosto w moim kierunku.