Kiedy znów otworzyłem oczy, leżałem na podłodze w domu pana Bella z krwią na wardze.
Zegar stojący wybił północ.
„Zemdlałaś na trzydzieści sekund” – powiedział. „Oddychaj”.
Zmusiłem się do wzięcia oddechu.
Następnie zadzwoniłam do osoby, która według Daniela zniknęła z mojego życia wiele lat wcześniej – zastępcy prokuratora generalnego Mai Ortiz, mojej byłej przełożonej.
Odpowiedziała natychmiast.
„Powiedz mi, że w końcu je masz.”
Nie tracąc ani chwili, wysłałem jej transmisję na żywo, zdjęcia pana Bella i cyfrowe kopie sfałszowanych zezwoleń.
Zanim w końcu przemówiła, zamilkła.
„Nie zbliżajcie się do domu. Przeprowadzamy się.”
Ale było jeszcze coś, co musiałem potwierdzić.
Korzystając z bezpiecznego portalu mojego starego wydziału ds. oszustw, przeszukałem firmy wymienione na pozwoleniach w piwnicy.
Każda z nich była spółką-fiszem.
Vanessa została wymieniona jako zarejestrowany agent.
Konto przeznaczone do otrzymywania środków ze sprzedaży mojego domu należało bezpośrednio do firmy inwestycyjnej Daniela.
Wybrali niewłaściwą ofiarę.
Lata wcześniej, po tym, jak pomagałem w śledztwie w sprawie kradzieży tytułu własności, dyskretnie umieściłem stałe alerty o oszustwach na każdym większym majątku, który posiadałem. Każdy przelew wymagał zmiennego kodu autoryzacyjnego, który posiadał wyłącznie mój prawnik.
Sfałszowane dokumenty Daniela już aktywowały system.
Tego samego popołudnia bank zamroził wszystkie konta i zabezpieczył wszystkie przesłane dokumenty.
Po prostu nie miał pojęcia.
O dwunastej piętnaście Vanessa otworzyła butelkę szampana.
Daniel pocałował kobietę udającą mnie i uśmiechnął się.
„Do wschodu słońca ten dom będzie nasz.”
Przybliżyłem obraz, aż jego twarz wypełniła cały ekran.
„Nie” – wyszeptałem. „Do wschodu słońca to będzie miejsce twojej zbrodni”.
Chwilę później Maya zadzwoniła ponownie.
Śledczy byli zaledwie pięć minut drogi stąd, ale poprosiłem ich, żeby pozostali na końcu drogi.
„Dlaczego?” zapytała.
„Bo Daniel nadal uważa, że jestem słaba” – odpowiedziałam. „Muszę mu powiedzieć jeszcze jedno”.
CZĘŚĆ 3
Pan Bell ujawnił, że stary tunel serwisowy nadal łączy jego piwnicę z moją. On i mój ojciec zbudowali go trzy dekady wcześniej, zanim zamurowali oba wejścia.
O 12:22 w nocy wyważył przejście.
Z kamerą nasobną połączoną bezpośrednio z zespołem śledczym Mai, przeczołgałem się tunelem do piwnicy. Głosy rozbrzmiewały echem nad głową. Pod schodami znajdowało się ukryte pomieszczenie wypełnione podrobionymi pieczęciami, pustymi aktami zgonu, jednorazowymi telefonami i teczkami z nazwiskami właścicieli domów.
Ta operacja wykroczyła daleko poza moje możliwości.
Sfotografowałem każdy dowód, zanim poszedłem na górę do kuchni.
Kieliszek szampana wypadł Vanessie z ręki.
Kobieta podająca się za mnie krzyczała.
Daniel spojrzał na mnie, jakby zobaczył ducha.
„Claire?”
Spokojnie położyłam telefon na kuchennej wyspie. Na ekranie wyświetliła się jego twarz pod napisem **TRANSMISJA DO ŚLEDCZYCH STANOWYCH**.
„Miałeś być w samolocie” – powiedział.
„Tak samo jak kobieta, którą planowałeś zamordować w moim imieniu.”
Jego zdziwienie szybko przerodziło się w pogardę.
„Nikt ci nie uwierzy. Jesteś niestabilny. Mam kartotekę.”
„Sfałszowałeś dokumenty.”
„Udowodnij to.”
Uśmiechnąłem się.
„Właśnie to zrobiłeś.”