Koledzy z klasy przez lata naśmiewali się z mojego znamienia, a w ostatniej klasie pogodziłam się już z tym, że żaden chłopak nigdy nie zaprosi mnie na bal maturalny. Wtedy najpopularniejszy chłopak w szkole chwycił mnie za rękę i wszystko się zmieniło. Ale kiedy policjanci weszli na salę gimnastyczną, szukając go, cały mój świat się zawalił.
Korytarze w mojej szkole średniej zawsze wydawały mi się dłuższe, gdy musiałam przez nie przejść.
Wbiłam wzrok w podłogę, a moje ciemne włosy opadły na lewą stronę twarzy, ukrywając znamię, które rozprzestrzeniło się na moim policzku niczym mapa miejsca, którego nikt nie chciał zobaczyć.
W wieku 17 lat stałem się naprawdę dobry w znikaniu.
Wróciłem do małego mieszkania, które dzieliłem z mamą. Mama pracowała na dwóch etatach i prawie każdej nocy słyszałem, jak drzwi wejściowe otwierają się długo po północy.
W tamten wtorek była w domu na obiedzie, co prawie nigdy się nie zdarzało. Postawiła przede mną talerz spaghetti i z westchnieniem zmęczenia opadła na krzesło.
„Hannah, kochanie, prawie nie tknęłaś jedzenia.”
„Nie jestem głodny, mamo.”
Spojrzała na mnie z tą cichą uwagą, jaką mają tylko matki. „Znowu szkoła?”
Wzruszyłem ramionami. „Dziś wywiesili plakaty z balu maturalnego. Brittany rozdawała bilety, jakby była właścicielką tego miejsca”.
Moja mama zacisnęła usta. Znała imię Brittany. Brittany prześladowała mnie latami i jakimś cudem zawsze unikała konsekwencji. Podejrzewałam, że miało to coś wspólnego z faktem, że poprowadziła drużynę cheerleaderek do mistrzostwa stanowego.
Przesuwałam makaron po talerzu. „Mamo, nie chcę iść na bal maturalny. Naprawdę nie chcę”.
Sięgnęła przez stół i ścisnęła moją dłoń. „Hannah, posłuchaj mnie. Bal maturalny masz tylko jeden. Tylko jeden. Podaruj sobie jedno dobre wspomnienie, zanim skończysz szkołę. Proszę.”
„Dobre wspomnienie” – powtórzyłam cicho. „Mamo, jedyne wspomnienie, jakie mam, to bycie tą dziewczyną w kącie”.
„Więc stań raz na środku pokoju” – powiedziała cicho. „Chociaż raz”.
Nie odpowiedziałem. Po prostu wpatrywałem się w talerz.
Następnego ranka moja najlepsza przyjaciółka, Megan, czekała na mnie na przystanku autobusowym z plecakiem przewieszonym przez ramię. Była jedyną osobą w tej szkole, która naprawdę się o mnie troszczyła.
„Wyglądasz, jakbyś nie spał” – powiedziała.
„Moja mama naciska na zorganizowanie balu maturalnego”.
„Oczywiście, że tak. Mamy zawsze tak robią.”
Prawie się roześmiałem.
Kiedy dotarliśmy do szkoły, od razu podszedłem do swojej szafki. Przekręciłem zamek, otworzyłem drzwi i wyciągnąłem podręcznik do historii. Potem go zamknąłem.
I tam był.
Caleb stał obok mojej szafki, z rękami w kieszeniach, a jego zwyczajny, swobodny uśmiech złagodniał, zmieniając się w coś niemal nerwowego. Kurtka futbolowa, ciemne oczy, niemożliwy obraz jego samego stojącego tuż obok mnie.
Zamarłam. Najpopularniejszy chłopak w szkole zazwyczaj nie zatrzymywał się przy mojej szafce.
„Hej, Hannah” – powiedział. „Chciałem cię o coś zapytać”.
„Tak?” Czekałem, czując jak moje serce szaleje w mojej piersi.
„Czy poszłabyś ze mną na bal maturalny?”
Wpatrywałem się w Caleba, przekonany, że się przesłyszałem. Hałas w korytarzu ucichł i za moimi uszami przeszedł w głuchy dźwięk.
„Chcesz, żebym poszła z tobą na bal maturalny?”
Uśmiechnął się i oparł ramię o szafkę, jakby było to zupełnie normalne.
„Tak. Tak.”
„Dlaczego?” Słowo zabrzmiało bardziej szorstko, niż zamierzałem. Zacisnąłem palce na notesie.
„Bo zawsze wydawałaś się miła, Hannah. I zauważyłem, jak ludzie cię traktują. To nie w porządku.”
Szukałem na jego twarzy jakiegoś żartu. Nie mogłem go znaleźć, a przynajmniej żadnego, który mógłbym dostrzec.
„Dobrze” – wyszeptałem. „Dobrze, tak.”
Podczas lunchu Megan prawie upuściła kanapkę, gdy jej o tym powiedziałem.
„Hannah. Ludzie tacy jak Caleb nie podejmują takich decyzji ot tak” – powiedziała, zniżając głos. „Proszę. Uważaj. Coś w tym jest… nie tak”.
Odsunęłam tacę, bo nagle poczułam, że nie jestem w stanie jeść.
Część mnie wiedziała, że może mieć rację. Większa część mnie rozpaczliwie pragnęła, żeby się myliła.
Tego popołudnia poszłam do łazienki na piętrze, żeby ochlapać twarz wodą. Brittany weszła za mną, a jej perfumy dotarły przed nią.
„Więc. Bal maturalny z Calebem.”
Nie odpowiedziałem. Wpatrywałem się w zlew.
„Ciesz się tą jedną nocą, kochanie” – powiedziała głosem ociekającym miodem. „Niech się liczy”.
Uśmiechnęła się do mnie w lustrze i wyszła.
Tego wieczoru moja matka wróciła do domu pachnąc jak knajpka, w której pracowała na drugiej zmianie. Opowiedziałem jej wszystko.
Usiadła na brzegu mojego łóżka, wzięła mnie za rękę i patrzyła na mnie przez dłuższą chwilę.
„Zasługujesz na piękną noc, kochanie.”
„A co jeśli to żart, mamo?”
„Wtedy będziemy wiedzieć, kim on jest. Ale ty nadal będziesz wiedział, kim jesteś.”
Następnie wyciągnęła starą sukienkę z głębi szafy i przez dwie noce przerabiała ją ręcznie pod kuchenną lampą.
Kiedy Caleb przyszedł po mnie w noc balu maturalnego, wyciągnął do mnie bukiecik. Jego ręce lekko drżały. Zauważyłam.
„Wyglądasz pięknie, Hannah.”
“Dziękuję.”