Okrutny chłopiec.
Obietnica, o której zapomniałem owego popołudnia, a mimo to dotrzymywałem jej przez 12 lat.
I nagle znów miałam sześć lat.
Zaczepiłam jego palec swoim małym palcem.
“Koncert na promenadzie?”
Noe skinął głową.
“Koncert na promenadzie.”
Wtedy cała jego twarz się rozjaśniła.
“Już kupiłem muszkę.”
Zamrugałem. „Kiedy?”
“Listopad.”
„Noe, był listopad”.
“Dokładnie.”
“Co to znaczy?”
„W sklepach brakuje towarów” – powiedział.
“Już kupiłem muszkę.”
„Nie mogło im zabraknąć muszek”.
“Nie wiesz tego.”
Tak właśnie Noah oficjalnie zaprosił mnie na bal maturalny.
***
Pewnego wieczoru balu maturalnego byłam na górze i walczyłam z kolczykiem, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Zadzwoniła moja ciotka.
„Chrissy! On tu jest!”
“Powiedz mu dwie minuty!”
„Chrissy! On tu jest!”
Zza drzwi wejściowych dobiegł głos Noaha.
“Ona powiedziała to 15 minut temu!”
Zdrajca.
Skończyłam robić kolczyk i spojrzałam na siebie w lustrze.
Ładna sukienka.
Włosy kręcone.
Makijaż, który zajął mojej cioci prawie godzinę.
Byłem zdenerwowany.
Nie chodzi o Noego.
O wszystkim innym.
Byłem zdenerwowany.
Bal maturalny zawsze wydawał mi się czymś, co przytrafia się starszym ludziom.
A potem nagle stałem się osobą starszą.
Złapałam torebkę.
Zanim dotarłem do schodów, usłyszałem mamę otwierającą drzwi wejściowe.
Potem cisza.
Nie jest to normalna cisza.
Takie, które sprawiają, że przestajesz się ruszać.
Bal maturalny zawsze wydawał mi się czymś, co przytrafia się starszym ludziom.
Podszedłem bliżej do lądowiska.
Noe stanął w przedpokoju.
Garnitur marynarski.
Biała koszula.
Ta śmieszna muszka jest idealnie prosta.
W jednej ręce trzymał mały bukiecik.
Uśmiechał się.
Mama nie była.
Ona patrzyła na niego.
“Pani Jane?”
Mama mrugnęła. „Och. Noah. Cześć.”
W jednej ręce trzymał mały bukiecik.
“Wszystko w porządku?”
“Tak.”
Ale tak nie było.
Znałem swoją matkę.
Coś się zmieniło w chwili, gdy go zobaczyła.
Jej wzrok powędrował w stronę bukiecika.
A potem do muszki.
A potem z powrotem na twarz.
Przez jedną dziwną sekundę wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
Coś się zmieniło w chwili, gdy go zobaczyła.
„Chrissy jest już prawie gotowa” – powiedziała szybko.
“Jestem gotowy.”
Mama odwróciła się i zobaczyła mnie na schodach.
Jej twarz znów się zmieniła.
“Chodź ze mną na górę.”
“Co?”
“Tylko na chwilę.”
„Mamo, Noe czeka.”
“Ja wiem.”
Noah uniósł bukiecik. „Mam to”.
„Widzę” – powiedziałem.
„To rozmaryn.”
“Chodź ze mną na górę.”
Zatrzymałem się w połowie.
“Rozmaryn?”
„Kwiaciarz powiedział, że to znaczy pamiętać”. Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. „A ja pamiętam obietnice”.
Serce mi się ścisnęło.
Mama za mną wydała cichy dźwięk.
Kiedy się odwróciłem, jej oczy były wilgotne.
“Mama?”
„Na górze, Chrissy.”
Tym razem nie zapytała.
„I pamiętam obietnice”.
***
W chwili, gdy weszliśmy do mojej sypialni, zamknęła drzwi.
Następnie zamknąłem.
„Okej, przerażasz mnie, mamo.”
Stanęła twarzą do mnie.
„Możesz pójść dziś wieczorem z Noahem, ale pod jednym warunkiem”.
Złość ogarnęła mnie zanim zdążył dopaść mnie strach.
„Jeśli chodzi o zespół Downa u Noaha, to przysięgam na Boga…”
„Okej, przerażasz mnie, mamo.”
“NIE.”
„Bo mam 18 lat, mamo.”
“Ja wiem.”
„On jest moim najlepszym przyjacielem.”
“Ja też to wiem.”
„Więc gdzie jest problem?”
Mama zacisnęła usta.
Przez kilka sekund nie mogła mówić.
Na koniec usiadła na moim łóżku.
„Czy pamiętasz rok, w którym odszedł twój ojciec?”
Pytanie mnie zaskoczyło.
„On jest moim najlepszym przyjacielem.”
„Co tata ma wspólnego z balem maturalnym?”