O 12:19 mój ojciec w końcu zostawił wiadomość głosową.
„Mara, tu tata. Proszę, zadzwoń do mnie. Celeste… źle to znosi. Wiem o tym. Ale upublicznienie sprawy zaszkodzi wszystkim. Musisz pomyśleć o hotelu. Pomyśl o swojej matce.”
Słuchałem raz.
Potem to usunąłem.
Myślenie o mojej matce było właśnie tym, co doprowadziło nas do tego punktu.
O 1:05 Dana i ja weszliśmy do Halston Meridian przez wejście dla pracowników.
Nie, to nie jest główne lobby.
Nie pod żyrandolami.
Wejście dla pracowników przy rampie załadunkowej, gdzie beżowe ściany delikatnie pachniały cytrusowym środkiem czyszczącym i kawą.
Janice Bell czekała tam ubrana w swój uniform sprzątaczki.
„Mara?” zapytała.
“Tak.”
Przez dłuższą chwilę przyglądała się mojej twarzy, po czym mocno mnie przytuliła.
„Wyglądasz jak Laura” – powiedziała.
Prawie straciłem kontrolę.
“Dziękuję.”
Następne cztery godziny spędziliśmy w hotelu.
Dana przejrzała harmonogramy zatrudnienia. Biegły księgowy Elliota spotkał się z zespołem finansowym. Obszedłem nieruchomość z Hectorem, Malcolmem, Janice i kierownikiem ds. utrzymania ruchu Owenem Briggsem, który pokazał mi trzy nieszczelne zawory, dwa opóźnione przeglądy wind i naprawę dachu, która została przełożona, ponieważ Preston przekierował fundusze na „rozwój marki”.
„Jaki rozwój marki?” zapytałem.
Owen wzruszył ramionami. „Chciał, żeby siłownia dla pracowników zamieniła się w salon cygar.”
„On nie pali cygar” – powiedziałem.
„Nie” – odpowiedział Owen. „Ale dobrze mu się z nimi fotografuje”.
O godzinie 5:00 wzór był już oczywisty.
Celeste nie tylko wydawała pieniądze.
Opróżniała hotel.
Fałszywe konta dostawców w Preston. Zaliczki na remont wpłacone fikcyjnym firmom. Luksusowe faktury za kwiaty przesyłane przez butik kuzyna. Prowizje za imprezy pobierane dwukrotnie. Honoraria konsultantów za raporty, których nikt nie otrzymał. Wyjazd badawczy na Saint Barts za 68 000 dolarów.
Podpis mojego ojca widniał na niektórych zatwierdzeniach.
Nie wszystkie.
Wystarczająco.
O 6:20 przyjechał tata.
Tym razem wszedł przez hol bez Celeste.
Stałem przy recepcji, przeglądając raporty satysfakcji gości. W świetle dziennym wydawał się mniejszy. Jego garnitur był pognieciony, a oczy zaczerwienione.
„Mara” – powiedział.
Pracownicy recepcji udawali, że nie słuchają.
Dana zamknęła teczkę. „Będę w biurze”.
Zostawiła nas obok marmurowych kolumn, które moja matka sprowadziła z Włoch na czas renowacji, która niemal doprowadziła ich do bankructwa, zanim odniosły sukces.
Tata włożył obie ręce do kieszeni.
„Celeste nie powiedziała mi o Silverline” – powiedział.
„Ale podpisałeś płatności.”
„Powiedziała, że Preston zajmuje się modernizacją”.
„I nie zapytałeś, co to znaczy?”
Wzdrygnął się.
Nie złagodziłem swojego głosu.
„Nauczyłeś mnie czytać każdą umowę dwa razy.”
“Ja wiem.”
„Nauczyłeś mnie, żeby nigdy nie podpisywać się pod presją.”
“Ja wiem.”
„Nauczyłeś mnie, że pieniądze rodzinne niszczą rodziny, gdy nikt nie szanuje granic.”
Zacisnął usta.
„Po śmierci twojej matki czułem się samotny” – powiedział.
I tak to się stało.
Nie było to wytłumaczenie, ale coś najbliższego wymówkom, co miał.
Spojrzałem w stronę drzwi sali balowej. Personel przygotowywał salę na konferencję medyczną. Biała pościel. Szklanki do wody. Nie pozostał żaden ślad po wczorajszej gali.
„Ja też byłem samotny” – powiedziałem.
Przełknął ślinę.
„Zawiodłem cię.”
“Tak.”
To słowo pozostało między nami.
Skinął głową, jakby wiedział, że na to zasłużył.
„Czy mogę to naprawić?” zapytał.
„Nie prosząc mnie, żebym oddał wszystko.”
„Nie o to proszę.”
„O co pytasz?”
Wyglądał znowu starzej, ale teraz wyraźniej.
„Chcę nadal angażować się w sprawy hotelu. Nie chcę, żeby Celeste i Preston się w to mieszali. Podpiszę wszystkie ograniczenia, jakich zażąda Elliot. Zamrożenie pensji. Nadzór. Żadnych jednostronnych zgód”.
Przyglądałem mu się.
„Opuszczasz ją?”
Odwrócił wzrok.
To była wystarczająca odpowiedź.
Zamknąłem teczkę w rękach.
„W takim razie nie.”
Odwrócił głowę w moją stronę. „Mara—”
„Nie” – powtórzyłem. „Nie możesz trzymać jednej ręki w tym hotelu, a drugiej w domu Celeste. Dziś rano próbowała mnie legalnie wymazać. Oskarżyła mnie o oszustwo. Wykorzystała zdrowie psychiczne mojej matki jako broń. Traktowała pracowników jak meble, a hotel jak prywatny portfel”.
„Mogę ją kontrolować.”
„Nie dało się jej kontrolować w sali balowej pełnej świadków”.
Jego twarz zbladła.
Za nim rozległ się dźwięk windy.
Celeste wyszła.
Oczywiście, że tak.
Miała na sobie kremowy jedwab, diamenty i uśmiech stworzony do zdjęć. Preston podążał za nią w niebieskim garniturze, opalony, przystojny i o pustym spojrzeniu. Za nimi szli dwaj mężczyźni z teczkami.
„Mara” – zawołała słodko Celeste. „Tu jesteś”.
Tata się odwrócił. „Celeste, nie teraz”.
Ona go zignorowała.
„Przyprowadziłam adwokata” – powiedziała. „I Prestona, bo jego reputacja zawodowa została zniesławiona”.
Preston uśmiechnął się do mnie leniwie. „Surowo wyglądasz, Mara. Już bawisz się w hotelową królową?”
Spojrzałem na dwóch prawników. Jeden wyglądał na skrępowanego. Drugi wyglądał na drogiego.
„Wchodzisz na teren prywatny” – powiedziałem.
Celeste się zaśmiała. „W hotelu mojego męża?”
„Własność powiernicza, do której dostęp administracyjny został cofnięty”.
Jej uśmiech stał się cieńszy.
Drogi prawnik wystąpił naprzód. „Pani Halston, jesteśmy gotowi wystąpić o nakaz sądowy, jeśli będzie pani ingerować w działalność prowadzonej działalności gospodarczej”.
Za mną rozległ się głos Elliota.
„Wspaniale” – powiedział. „W takim razie możesz skorzystać z usług, póki tu jesteś”.
Wyszedł z biura z Daną i umundurowanym policjantem.
Adwokat Celeste się zatrzymał.
Elliot przekazał pakiet.