“To właśnie powiedziałem.”
“Nie obchodzi mnie to.”
„Ryan, pracujesz w domu i sprzedajesz odżywkę białkową na Instagramie”. Słyszałem to podczas grilla.
Na jego twarzy malowało się coś interesującego.
“Zejdź z mojego ganku, Carol!”
Wyszedłem. Zadzwoniłem do wulkanizatora. Zapłaciłem 462 dolary. A potem pojechałem do Stelli na kawę, bo nie chciałem, absolutnie nie chciałem pozwolić temu człowiekowi decydować, gdzie pojedzie mój samochód.
“Zejdź z mojego ganku, Carol!”
***
“Powinieneś był zadzwonić na policję.”
„Nie mam dowodów”.
“Kolęda.”
“Ja wiem.”
Mój przyjaciel przycisnął dłoń do mojego ramienia.
“Proszę zachować ostrożność.”
„Zawsze jestem ostrożny, Stella. To cały mój problem.”
„Nie mam dowodów”.
***
Tej nocy usiadłam na brzegu łóżka i rozmawiałam z Paulem, tak jak czasami nadal to robię, chociaż wiedziałam, że to po prostu ja rozmawiam z tapetą.
„Ja sobie z tym poradziłem, kochanie. Nowe opony. Nie dałem mu satysfakcji”.
Tapeta nie odpowiedziała, ale niemal słyszałam, jak mówi: „Carol, nie musisz radzić sobie ze wszystkim sama”.
„Tak, mam” – powiedziałem do tapety. „Właśnie o to chodziło w tej licencji”.
Zgasiłam lampę. Podciągnęłam kołdrę pod samą brodę. Powiedziałam sobie, że wygrałam.
Wiedziałem, że to tylko ja rozmawiam z tapetą.
***
Zgrzytliwy ryk wyrwał mnie ze snu o 6:47 rano w poniedziałek. Usiadłem prosto, serce waliło mi jak młotem, przekonany, że śmieciarka przejechała prosto przez mój salon.
Potem przypomniałem sobie, że piątek to dzień wywozu śmieci.
Narzuciłam szlafrok i wcisnęłam stopy w kapcie, które Paul kupił mi na nasze ostatnie wspólne święta. Hałas dochodził z podjazdu.
Pobiegłam otworzyć drzwi wejściowe i zamarłam na najwyższym stopniu.
Usiadłem jak wyprostowany.
Ryan stał na środku mojego podjazdu i wskazywał coś niczym jakiś kierownik budowy.
Dwóch pracowników w pomarańczowych kamizelkach kierowało łańcuchem z małego dźwigu samochodowego.
A na tym łańcuchu zwisał betonowy blok wielkości sofy dwuosobowej!
Opuszczali go bezpośrednio przed moim Chevroletem, całkowicie mnie odcinając!
Ryan stał na środku mojego podjazdu.
“Co ty, na litość boską, robisz?!”
Mój sąsiad powoli się odwrócił, jakby czekał na audiencję.
Dzień dobry, Carol. Ładny szlafrok.
“Zabierzcie to z mojej posesji! Natychmiast!”
„Widzisz, to jest zabawne.”
Podszedł bliżej, a dwaj pracownicy wymienili spojrzenia, które mówiły mi, że chcieliby być gdziekolwiek indziej na świecie.
“Zabierzcie to z mojej posesji!”
„To nie twoja własność. Granica działki przebiega dokładnie przez miejsce, gdzie stoi ten blok. Wczoraj przyjechał mój geodeta”.
„Nie masz geodety”.
„Mam gościa, który ma taśmę mierniczą. Całkiem nieźle.”
Blok uderzył z hukiem, który poczułem w piersi. Mój Chevrolet, mój piękny, uparty stary Chevrolet, był teraz zamknięty w pudełku niczym eksponat muzealny.
“Dzwonię na policję!”
“Zacząć robić.”
Ryan wzruszył ramionami, naprawdę wzruszył ramionami, jakbym właśnie zaproponowała mu miętówkę.
„Nie masz geodety”.
„Powiedzą ci, że to sprawa cywilna. Dostaniesz prawnika; będzie cię to kosztowało 800 dolarów. Za pół roku sędzia może, MOŻE, nakazać mi przeniesienie. Tymczasem w końcu będziemy mieli tu trochę spokoju”.
Skrzyżował ramiona i uśmiechnął się złośliwie.
“Weź Ubera, kochanie.”
Poczułam, że napływają mi łzy. Nienawidziłam tego.
„Wreszcie będziemy tu mieli trochę spokoju”.
Nienawidziłem tego, że trzęsły mi się ręce. Nienawidziłem tego, że na moim podjeździe stał zadowolony z siebie trzydziestolatek w szlafroku i mówił mi, że moje życie należy teraz do niego.
„Dlaczego mnie nienawidzisz?”
„Nie nienawidzę cię, Carol. Po prostu uważam, że niektórzy ludzie powinni trzymać się swojego pasa.”
Ryan puścił oko. Naprawdę puścił oko!
„Kalambur z jazdy. Łapiesz?”
Jeden z pracowników odchrząknął.
„Dlaczego mnie nienawidzisz?”
“Panie, my już, uh, my już wychodzimy.”
„Tak, wystaw mi fakturę” – zauważył mój sąsiad.
Przez chwilę patrzyłem na Ryana. Wtedy zdałem sobie sprawę, że nie ma sensu się z nim kłócić.
Nie powiedziałem już ani słowa. Odwróciłem się, wszedłem z powrotem do środka i zamknąłem drzwi obiema rękami, żeby ich nie trzasnąć.
“Wychodzimy.”