“Nie opuścisz tego domu.”
I nagle zobaczyłem krew. Lucasa. Tylera. Policyjne światła przed szkołą. Jedna straszna myśl przesłoniła wszystko inne: jeśli pozwolę mu odejść, ktoś ucierpi.
Zrobiłem więc coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Sypialnia Lucasa znajdowała się na drugim piętrze, a stary zamek w drzwiach można było otworzyć tylko kluczem z korytarza. Po zamknięciu nie dało się go otworzyć od środka.
Poczekałem, aż pójdzie do swojego pokoju, zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz.
„Nie wyjdziesz z tego domu, dopóki nie zrozumiem, co się dzieje” – powiedziałem przez drzwi.
Lucasa już nie było.
Nic. Żadnego krzyku. Żadnego walenia w drzwi. Tylko cisza.
Siedziałem na korytarzu przed jego pokojem do drugiej w nocy, nasłuchując ruchu. Nic nie było słychać.
W pewnym momencie zasnąłem oparty o ścianę.
****
Kiedy się obudziłem, drzwi nadal były zamknięte. Ale okno w jego sypialni było otwarte. Wbiegłem do środka. Na dachu ganku pod nim widniały świeże zadrapania.
Nic nie wiedziałem.
Lucasa już nie było.
Zadzwoniłem do niego. Poczta głosowa . Zadzwoniłem ponownie. Poczta głosowa .
Napisałam mu SMS-a o treści „gdzie jesteś”, potem „proszę”, a potem tylko znak zapytania i obserwowałam ekran, czekając na potwierdzenie odczytu, które nigdy nie przyszło.
Zadzwoniłam do Renee i usłyszałam siebie mówiącą, że już go nie ma, już go nie ma , a ona powiedziała: „Oddychaj, Diane, oddychaj. Powiedz mi, co wiesz”, i zdałam sobie sprawę, że nic nie wiem, a o to właśnie chodziło.
Otworzyłem jego laptopa.
Zadzwoniłem do Karen. Właśnie odwiozła córkę do szkoły.
„Widziałeś tam Lucasa?”
„Nie, Diane. Nie zrobiłem tego.”
Poczułem ucisk w żołądku.
Folder oznaczony etykietą AVA.
Otworzyłem jego laptopa, za wszelką cenę pragnąc dowiedzieć się, dokąd poszedł.
Foldery. Dziesiątki. Daty. Zrzuty ekranu wiadomości, których ledwo dawałam radę czytać, słowa o jego ciele, twarzy, wadze. Zdjęcia posiniaczonych kostek. Arkusz kalkulacyjny z nazwiskami w jednej kolumnie i datami w drugiej.
Imię Tylera pojawiało się wielokrotnie.
I osobny folder o nazwie AVA.
Już było za późno.
Otworzyłem ją i zobaczyłem dokumenty, oświadczenia, szkic czegoś, co wyglądało na propozycję, ale nie potrafiłem tego ułożyć w kształt, który mógłby ogarnąć mój umysł.
Wtedy zadzwonił telefon.
„Pani Bennett. To jest pani Alvarez z liceum . Musi pani tu przyjść. Natychmiast.”
Więc jednak poszedł do szkoły. Karen musiała za nim po prostu tęsknić.
Złapałam kluczyki i pobiegłam do samochodu, pewna, że jest już za późno, aby powiadomić o tym, co właśnie przydarzyło się mojemu synowi.
„Twój syn przyniósł nam coś niezwykłego”.
****